loader image
Naszą stronę najlepiej przegląda się
w orientacji pionowej.

Pandemia a rynek nieruchomości

Ceny mieszkań wzrosną czy spadną? Czy łatwo dostać teraz kredyt hipoteczny? Oraz czy kupowanie ziemi to nadal korzystna lokata kapitału?

Od 14 marca w Polsce obowiązuje stan zagrożenia epidemicznego. 

Rząd wprowadził wiele restrykcji w celu zahamowania pandemii: tymczasowo przywrócono kontrolę graniczną, trwa zakaz wjazdu do Polski dla cudzoziemców, zawieszono międzynarodowe i krajowe połączenia lotnicze, w ograniczonym stopniu działają usługi; branże artystyczna i rozrywkowa przeniosły się na ten okres do internetu. Poszczególne gałęzie gospodarki wpływają na siebie, za gospodarkami stoją zaś rzesze ludzi, których nastroje i społeczne euforie lub niepokoje popychają to do śmiałych inwestycji, to do oszczędzania i zaciskania pasa.

To wszystko nie mogło pozostawić rynku nieruchomości obojętnym.

Choć od wystąpienia pierwszych objawów koronawirusa w Polsce minęło trzy i pół miesiąca, jest jeszcze dość wcześnie na ferowanie wyroków, jak konkretnie COVID19 wpłynął na obrót nieruchomościami. Można wszak odnotować pewne trendy.

Po pierwsze – transakcje rozpoczęte przed wybuchem pandemii są planowo realizowane: kredyty są przyznawane, dochodzi do zawarcia umów sprzedaży.

Po drugie – według różnych źródeł oraz w zależności od tego, kiedy został przeprowadzony dany sondaż, około 70–80% pośredników w handlu nieruchomościami deklaruje wyraźny spadek zainteresowania klientów zakupem mieszkań. Agenci prezentują mniej lokali, odbierają mniej telefonów. Reszta – czyli mniej więcej ćwiartka rynku – utrzymuje, że nie dostrzega zmian w dotychczasowych tendencjach zakupowych.

Wyjaśnienie powodów owego spadku zainteresowania jest dość proste. W niepewnych czasach, gdy wielu ludzi drży o swój biznes czy miejsce pracy, mało kogo stać na inwestycje – to zasadniczy powód. Po wtóre – kredyty hipoteczne są teraz nieco trudniejsze do pozyskania. Niektóre banki wdrożyły zaostrzone kryteria oceny ryzyka i wydawania decyzji kredytowych. Prawdopodobnie też banki będą finansować nieruchomości w 80%, tak że przy planowanym zakupie nieruchomości należy brać pod uwagę konieczność 20-, a nawet 30-procentowego wkładu własnego (część banków pozostało przy dotychczasowym 20-procentowym poziomie, inne poszły o znaczący dla budżetu nabywcy krok dalej). Te przepisy obowiązywały już wcześniej, ale bywało, że nie były rygorystycznie egzekwowane (banki liczyły na więcej udzielonych kredytów przy niskich stopach procentowych).

Wreszcie: rządowe obostrzenia kontaktów i przemieszczania się sprawiły, że kłopot stanowi i poszukiwanie mieszkania, i przedstawienie klientowi konkretnej oferty, i zawarcie umowy u notariusza. Wielu notariuszy zamknęło kancelarie, by skorzystać z ulg dla firm zatrudniających do dziewięciu pracowników, agentom zaś pozostały narzędzia takie jak wirtualne spacery po nieruchomości czy zdalne szkolenia.

Podsumowując, COVID-19 i następujący wraz z nim tzw. lockdown wymusiły nie tylko zmianę stylu życia, lecz także zmianę dotychczasowych zachowań konsumenckich. Polacy, zaznawszy wątpliwych uroków izolacji domowej oraz zakazów wstępu do lasów, parków, na place zabaw itd., zaczęli chętniej poszukiwać mieszkań na parterze z dużym tarasem, ogródkiem lub domów. Największą w swej historii popularnością cieszą się też działki rekreacyjne.

A co z cenami nieruchomości? Jakie są nasze przywidywania: wzrosną, spadną czy utrzymają się na dotychczasowym poziomie?

Ceny mieszkań w Polsce rosną nieprzerwanie od 2012 roku. Polski Instytut Ekonomiczny prognozuje, że w związku z pandemią ceny mieszkań na polskim rynku mogą spaść po raz pierwszy od ośmiu lat albo przynajmniej nieco wyhamują. Stanie się tak – według ekspertów z PIE – przez rosnące bezrobocie i wolniejszy wzrost (lub wręcz spadek) płac spowodowany przez pandemię. Szacuje się jednak, że przeceny na rynku nieruchomości utrzymają się około pół roku do roku. Potem wartość mieszkań zacznie ponownie rosnąć wraz ze wzrostem popytu i z odbudową gospodarki.

Dodajmy jeszcze, że wszelkie uogólnienia zakładają pewien margines przekłamań. Dlatego uściślijmy: jeśli interesuje nas stołeczny rynek nieruchomości, nie należy się spodziewać znacznych spadków cen. Warszawa jest i zawsze będzie ciekawa dla inwestorów, podobnie jak inne topowe lokalizacje. Możemy też być stosunkowo pewni inwestycji w ziemię. Nie pierwszy raz w dobie kryzysu i niepewności jawi się ona jako bezpieczna forma lokaty kapitału.

[Korzystałam głównie z artykułów z ostatniego tygodnia zamieszczonych w „Forbes”, „Wprost”, „Strefie Inwestorów”, „Gethome”.]